Strona główna

Świecki Instytut Dominikański z Orleanu


Konsekracja

Świeckość

Apostolstwo

Duchowość

Formacja

Powołanie

Wspólnota

Aktualności

Świadectwa

Żyły pośród nas

Historia

Kontakt

Publikacje
o instytutach świeckich

Dokumenty Kościoła

Strona międzynarodowa

Dominikanie w Polsce

Krajowa Konferencja Instytutów Świeckich

Webmaster


Ślub czystości

świadectwo świeckiej osoby konsekrowanej

Jeśli chcesz napisać do nas
   

Czystość

Ubóstwo

Posłuszeństwo


Zawsze wydawało mi się, że nie mam problemu ze ślubem czystości. Wiele razy wyrażałam wdzięczność Panu Bogu za to, że bronił mnie przed pokusami. Gdy kilkakrotnie pojawił się ktoś, kto dawał sygnał, że wiąże jakieś matrymonialne nadzieje z moją osobą, za każdym razem bez większych wstrząsów udawało się dać do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana.

Nigdy nie byłam samotna. Mieszkałam z rodzicami, a po ich śmierci w moim mieszkaniu znajdowały schronienie różne, bardziej czy mniej bliskie mi osoby. Wokół mnie było tak wielu ludzi, że często tęskniłam do ciszy i samotności. Wielkim życiowym oparciem były liczne przyjaźnie: trwające od czasu studiów, a także te zawierane w nowych okolicznościach zawodowych i pracy społecznej. Niezwykłą wartością, cenioną bodaj najbardziej, była Wspólnota: jako całość i jako bliskie sercu poszczególne jej cząstki.

Jako wielką wartość przeżywałam to, że jestem wolna, i że, tak jak mówią nasze Konstytucje, „Ślub czystości zwiększa moją gotowość służenia Bogu i braciom. Nie tylko nie sprzeciwia się rozwojowi mojej osoby, ale ją wzmacnia w spotkaniu ze współczesnym światem, często bezwzględnym i wymagającym”. Nie miałam świadomości jakichś szczególnych „wyrzeczeń” związanych ze ślubem czystości. W wirze życia i służby czułam się spełniona i szczęśliwa.

Dlaczego mówię o tym w czasie przeszłym? Bo teraz, dobiegając sześćdziesiątki, zaczynam przeżywać ból i ciężar. Zaczynam zmagać się z samotnością, odrzuceniem, niezrozumieniem. Już nie jestem tak ludziom potrzebna jak kiedyś... Dlaczego? Nie wiem. Siły jeszcze są, choć posiadam już status emerytki. Doświadczenie, wiedza – Bogu dzięki, jeszcze mnie nie opuściły. Mogłabym wiele jeszcze dać z siebie... I chcę... I próbuję... A jednak zapotrzebowanie wydaje się być niewielkie, nie na miarę moich - no właśnie, czego: oczekiwań, ambicji...?

Trudno byłoby to zrozumieć bez Chrystusa. Czuję, że Pan Bóg chce dać mi to doświadczenie samotności, aby moje oddanie się Jemu było CAŁKOWITE. Być może w tym moim dotychczasowym byciu wśród ludzi, w tej nieustannej świadomości, jak bardzo jestem potrzebna, nie było tak naprawdę miejsca na wyrzeczenie się siebie. Zapewne w dużym stopniu realizowałam samą siebie - i zapominałam o autentycznej CZYSTOŚCI, o byciu tylko dla NIEGO.

„Nieodwołalne oddanie siebie Bogu urzeczywistnia się wciąż na nowo poprzez modlitwę. W niej wyrażana jest prośba o światło i o moc Ducha Świętego, aby móc stawić czoło nieuniknionym trudnościom, pogłębiać i ubogacać relacje z ludźmi” (z Konstytucji Instytutu, Art. I: „Czystość”).

Więc jednak trudności są nieuniknione... Więc, jak w moim przypadku, tęsknota za bliskością drugiego człowieka może dopaść osobę konsekrowaną na różnych etapach jej życia...

„Celibat konsekrowany jest widzialnym znakiem Królestwa Bożego. Głosi nadzieję, która widzi swoje spełnienie w przyszłym życiu... Przez ślub czystości członkowie Instytutu odpowiadają w sposób wolny na wezwanie Boga i zobowiązują się do oddania Mu niepodzielnie swego życia”.

NIEPODZIELNIE... Pan Bóg o tę niepodzielność upomina się na różnych etapach naszej życiowej przygody.

Czy już zaczynam rozumieć istotę mego ślubu czystości, czy jeszcze wszystko przede mną?